Digital Album - video

Choć zajmuję się tym jakiś czas - to na blogu jeszcze nic nie prezentowałem. Nadszedł moment, żeby w końcu zacząć wrzucać video - projekty całkowicie moje, lub takie przy których miałem znaczny udział (zasadniczo jako operator najczęściej).
Filmowaniem w sumie zainteresowałem się dość niedawno - jakieś 2-3 lata temu. Wcześniej zupełnie mnie ten temat nie pociągał, głównie ze względu na ograniczenia techniczne. To co można było osiągnąć kilka lat temu z kamerą choćby za 20-30tys zł wyglądało po prostu... nędznie. Różniło się diametralnie od tego co można było zobaczyć w kinie - głębia ostrości, detal, rozpiętość tonalna, kolory - no po prostu przepaść. Identyczna różnica jest pomiędzy zdjęciami z aparatu pełnoklatkowego (czy w zasadzie z jakiejkolwiek lustrzanki), a... małym kompaktem. Jest to ta sama zależność wynikająca przecież z wielkości elementu światłoczułego, czyli matrycy. Kamery superultrahiper HD dostępne w marketach (czy nawet markowe porządniejsze produkty) opierają się na małych matrycach - siłą rzeczy nie będziemy z tego mieć super obrazu, a zwłaszcza kinowej plastyki. Dostajemy płaski, nijaki obrazek z głębią ostrości wielkości kilometra. Wszystko zmieniło się gdy pojawił się Canon 5dmk2 (tak, wcześniej był D90, ale działał tylko w automacie, więc można go pominąć...). Nagle w cenie przeciętnej kamery dostaliśmy urządzenie które obrazkiem zabijało wszystko w swojej półce cenowej i nawet w produktach 10x droższych. Duża matryca + jasne, wymienne szkła i dostaliśmy obraz który znacznie bardziej przypomina filmowe produkcje rodem z kina. Raz, że głębia ostrości jest niesamowita, dwa, że możemy robić ujęcia w naprawdę ciemnych miejscach - do tej pory kamery wykładały sie zupełnie w tej kwestii. To zupełnie zmieniło moje podejście do tego tematu - zacząłem się coraz bardziej wciągać i oglądać coraz więcej produkcji. No i tak pomału zaczyna mi to zajmować coraz więcej czasu ;)
Wracając do kwestii technicznych - oczywiście sama lustrzanka jako taka ergonomią i kilkoma innymi kwestiami zdecydowanie przegrywa z kamerami. Choćby dzwięk - o tym który nagrywa wbudowany mikrofon można conajwyżej powiedzieć, że jest. Tak więc dochodzą mikrofony, rejestratory dzwięku itd... Sam aparat do filmowania z ręki średnio się nadaje - wiadomo, czasem da się coś tak nakręcić, ale ogólnie to sposób "w razie czego". Koniecznie trzeba kupić statyw z porządną głowicą video, w razie potrzeby można riga, stedicam, slider, kran... Możemy również zapomnieć o AF w czasie filmowania - tak więc albo ćwiczenie w ostrzeniu na małym ekraniku, albo zakup zewnętrznego monitora i followfocusa. Niestety wydatków jest sporo, ale jeśli chcemy mieć naprawdę duże możliwości pracy kamery i stosowania bardziej filmowych ruchów kamery - trzeba się doposażyć (albo wypożyczać sprzęt). Tak czy inaczej - nawet po doposażeniu aparatu w cały ten sprzęt z choćby średniej półki - wychodzi taniej niż "goła" kamera oferująca takie możliwości (a do kamery też trzeba dokupić sporo sprzętu...).
Dzisiaj w zasadzie każdy nowy aparat oferuje już możliwość nagrywania video. Na szczęście coraz mniej pojawia się tekstów "aparat jest do zdjęć, a nie do filmowania, kup se pan kamere FullHaDe", które były normą na wszelkich forach. Na pewno na powszechną świadomość wpłynął fakt, że nawet wysokobudżetowe produkcje robi się ostatnio posiłkując się lustrzankami (a czasem w całości tylko na nich - choćby najbardziej znany przypadek - jeden z odcinków Dr. House).

To tak tytułem wstępu, jakby ktoś jeszcze nie do końca był zorientowany i "a czemu to aparatem robisz?". Dzisiaj prezentuję reklamówka przedstawiającą przebieg produkcji albumu w firmie Digital Album - była przygotowywana specjalnie na niedawne targi foto-video odbywające się w Łodzi, gdzie firma miała całkiem pokaźne stoisko. Jest to w sumie dość skrócona wersja (nikt 5min nie obejrzy na targach jako promo), nagraliśmy sporo więcej ujęć, ale pojawią się one dopiero w dłuższej, bardziej dokumentalnej wersji - ale do tego pewnie trzeba będzie jeszcze kilka razy coś dograć. Zapraszam do oglądania - koniecznie w HD - a poniżej tradycyjnie troszkę backstage'a i opisu ;)


Zdjęcia: Patryk Morzonek & Michał Dulemba (Pięknydzień)
Montaż: Michał Dulemba (Pięknydzień)
Ogólnie na zdjęcia nie mielismy dużo czasu - firma ma sporo zleceń, produkcja pełną parą idzie, a poza tym zbliżające się targi też kumulowały pracę - jeden, niecały dzień to naprawdę mało czasu i musielismy się sprężyć. Na dodatek w ten dzień zima znowu zaatakowała:

Tak wyglądała autostrada A4... Dobrze, że wyjechaliśmy z Krakowa o 6:30, bo podróż zajęła nam ponad 4h - a to tylko 130km ! Dramat jednym słowem. Tak czy inaczej - z niewielkiej ilości czasu zrobiło się jeszcze mniej. Na miejscu (na szczęście) wnętrza okazały się być całkiem jasno oświetlone, więc nie trzeba było dużo oświetlenia rozkładać i można było zabrać się do samego planowania kadrów i filmowania.
Wykorzystaliśmy sprzęt Canona - 5D3 + 5D2 + 6D i szkła: 16-35L + 50 1.4 + 85 1.8 + 135L.
Podstawą było korzystanie ze statywów, ale żeby troszkę ożywić ujęcia używaliśmy sporo slidera (był to EdelKrone, ale niestety nie pamiętam jaki model, to akurat nie był mój sprzęt) i kranu kamerowego. Odnośnie samego kranu - zwykle kojarzy się to z jakimś wielkim, montowanym na specjalnym wózku, długim wysięgnikiem, którym robi się zjazdy od korony drzew aż po sam grunt. I to się zgadza - ale co w pomieszczeniach? No nie ma szans powalczyć takim czymś. Tu miałem do dyspozycji niewielki kran 2motion, mocowany na statywie - spokojnie można było go rozstawić, zrobić najazdy od/do sufitu, ustawić kadr który filmował pionowo z góry nad jakimś obiektem. Do tego możliwość poruszania głowicą z aparatem - albo mamy "synchronizacje" z ruchem pionowym kranu i aparat mniej więcej zachowuje kadr, poruszając się odwrotnie do ruchu ramienia, albo mamy sami wpływamy na ruch ruch głowicy, niezależnie od ramienia. Lekki, mobilny, łatwy do złożenia i obsłużenia - polubiłem się z tym sprzętem. Tutaj dzięki niemu udało się uzyskać czasami ciekawszą perspektywę niż normalnie jest ze statywu, troszkę urozmaicić ujęcia.



Co do światła - jak wspominałem, było tam całkiem jasno i większego panelu świetlówkowego (4x55W) typu kinoflo użyłem tylko dwa razy. W jednym pomieszczeniu po prostu nie było światła, w innym tylko do wypełnienia cieni. Miałem do niego jeszcze mały softbox, ale nie robiliśmy ujęć gdzie świecił bezpośrednio na filmowany obiekt, zawsze światło było odbite więc nie było potrzeby zmiękczania. O ile tych świetlówek nie używałem dużo, tak drugiego źródła światła - czyli małego panelu LED wręcz cały czas. Mały, leciutki, zasilany z baterii (a więc i bardzo mobilny), całkiem mocny - sprawdził się wręcz idealnie. Zabierałem go z myślą o doświetlaniu detali i bez tego byłoby ciężko jak się okazało. Było dużo scen, gdzie po prostu główne światło nie docierało, robiło się ciemnawno, nie było widać szczegółów. Często też służył jako efektowe światło, jako kontra która pomagała ładnie zarysować obiekt (jak choćby przy laserowym grawerze czy przy złoceniu). Właśnie ze względu na rozmiar i zasielanie bateryjne można było go po prostu wziąć do ręki, schować za maszyną i doświetlić (przy gilotynie). Panelik ma płynna regulacje mocy, więc nie było najmniejszego problemu z ustawieniem optymalnej jasności. Dołączę go w zasadzie na stałe do ekwipunku na wypady filmowe.




Carla

Ostatnio było sporo tekstu, więc dzisiaj absolutne minimum, nie przynudzam ;)
Opisując wielki format ostatnio zakończyłem tekst na formacie 13x18cm - niedawno natomiast przesiadłem się na coś jeszcze większego - 18x24cm i przy tym najpewniej zostanę - proporcje kadru bardzo mi pasują i format jest jeszcze akceptowalny jeśli chodzi o koszty materiałów. Poza tym to prawie graniczna wielkość jaką skanuje mój skaner, a większy do negatywów pewnie kosztuje już koszmarne pieniądze.
Obydwa zdjęcia wykonane obiektywem Carl Zeiss Tessar 360 4.5 - długo polowałem na to szkło, ale było warto - świetna portretówka, choć to naprawdę już duuuże szkło.
Na zdjęciach znana z kilku moich wcześniejszych sesji Karolina.

Zapraszam:




back (by Andrzej Sz.):



Przebiśnieg

Korzystając z pierwszych ciepłych i słonecznych dni w końcu udało się podziałać coś w plenerze - miejsce było upatrzone od jakiegoś czasu i chodziło za mną - trafiło się okienko pogodowe, więc do dzieła. Pomysł na sesje nie był jakiś mega oryginalny, ale chciało mi się po prostu zrobić po tej 3 miesięcznej szarówie coś słodkokolorowego ;) Pozowała Alina - Ukrainka mieszkająca od 2 lat w Polsce. Współpraca znakomita, liczę, że za niedługo znowu się pojawi na moich zdjęciach :)
Poniżej zdjęcia, a jak ktoś błyskający, albo chcący zacząć - to pod fotami troszkę opisu technicznego i sprzętowego - zapraszam:




Kolejne dwa zdjęcia są dobrym przykładem jak można pobawić się zmieniając proporcje światła błyskowego i zastanego. Na pierwszym jest zastane przygaszone, a błysk dominuje, na drugim z kolei jest znacznie więcej zastanego, a błysk jest tylko minimalny, wypełniający cienie. To samo miejsce, te same warunki, prawie ten sam kadr - a różnica jest zasadnicza.



Miejsce było troszkę oddalone od miejsca gdzie mogłem bez problemu zaparkować auto, a na dodatek byłem sam, więc zminimalizowałem ilość sprzętu do noszenia (tak żeby się na raz zabrać) i postawiłem na wykorzystanie jednej lampy i wspomaganie się słońcem jako kontrą. Przy okazji przetestowałem sobie nowe sprzęty.
Lampa to standardowo już Freepower DPs-III 800ws -myślałem nad zabraniem mniejszej i lżejszej lampki, ale bałem się, że przy dość ostrym słońcu i dużym modyfikatorze może mi zabraknąć mocy. Drugim czynnikiem był fakt, że do tej lampy mam pilot zdalnego sterowania mocą i będąc sam na sesji nie musiałem co chwilę biegać do panelu, żeby zmienić moc - mała rzecz, a bardzo przydatna. Na dodatek sprzęt wisiał na wysokim statywie (nawet bardzo wysokim - 460cm to jego max - ale korzystając z dużej okty trzeba mieć sporo zasięgu by móc zaświecić tym z góry), więc przy każdorazowej zmianie mocy musiałbym go obniżać, później znowu do góry i tak w kółko. Tym razem miałem tylko jedną lampe, ale nie ma problemu, żeby za jego pomoca sterować kilkoma, na każdej niezależnie regulując moc.

Jako modyfikator była użyta po raz pierwszy u mnie Okta 150cm (też z tych szybkorozkładanych). Zamieniłem wcześniej używaną 120cm na troszkę większą właśnie ze względu na plenery - chciałem mieć miękkie światło nawet jeśli muszę odsunąć modyfikator na większą odległość. Im większy tym światło miększe, a im dalej tym z kolei ostrzejsze - więc skoro i tak muszę odsunąć lampę to lepiej mieć większy modyfikator, żeby troszkę nadrabiał wielkością tą odległość i nadal dawał dość miękkie światło. Gdy lampa jest blisko to nie ma problemu z miękkim światłem, ale jak się odsuwa to jednak warto mieć coś dużego. 180 pewnie by było jeszcze lepsze, ale to już jest naprawdę wielki, ciężki sprzęt i w plener bez ekipy to cięzko... Na dodatek nie ma takiej wielkości w tej serii szybkorozkładanych, a ja już innych nie chcę używać :D Chyba bym wolał świecić samym kloszem niż składać i rozkładać ciągle taką oktę... Tak czy inaczej - po kilku zdjęciach widzę różnicę względem mniejszej okty - nie jest to może przepaść, ale jednak zauważalnie miększe światło mam - a o to mi właśnie chodziło.





Z racji, że błyskam w plenerze lampami studyjnymi i sporo osób mnie pyta o zasilanie z jakiego korzystam - więc kilka słów o plenerowym prądzie. Wcześniej korzystałem z Tronix Explorer XT3 i spisywał się świetnie - duża moc i pojemność, naprawdę pancernie zbudowany. Był jednak dość ciężki - jeśli nie planujemy targać tego po górach to wybór całkiem niezły.
Niedawno natomiast pojawił się inny sprzęcik który wyglądał dość intereująco. Mianowicie Freepower Energon. Jak na swój rozmiar i wagę (naprawdę jest lekki) posiada dość imponujące parametry - w sumie możemy podpiąć do niego kilka lamp o łącznej mocy do 3000ws! Poza tym - posiada przełącznik (FLASH/OTHER) do pracy z lampami błyskowymi, lub z obciążeniem stałym (nie przekraczającym w sumie 750W). Co dzięki temu zyskujemy? Ano to, że można podpiąć do niego dosłownie cokolwiek - ja np ładowałem sobie telefon w czasie sesji, gdy akurat nie błyskałem ;) Poza tym może to być światło ciągłe, laptop, ładowarka do akumulatorów do aparatu etc. Fajna sprawa, myślę, że może się często przydać.
Sam Energon jest wyposażony w 3 gniazda sieciowe, do których podepniemy jakąkolwiek wtyczkę - nie jest dedykowany do konkretnych lamp (jak np Bowensowy Travel Pack, czy Quantuumowe Dual Power), więc wszystko z nim śmiga. Kolejna sprawa - w razie dłuższej sesji możemy łatwo podmienić akumulator na świeży, naładowany - wystarczy dwoma blokadami zwolnić zaczepy i wyciągnąć rozładowany aku. Plusem jest to, że możemy ładować je osobno, same, prosto z gniazdka, bez udziału całego Energona - czyli w czasie sesji można doładować drugi aku jeśli w miarę blisko jest prąd. Pojemność akumulatora to 9000mAh - na ile to starczy jeszcze nie wiem, nie robiłem na tyle długiej sesji. Podczas tej, błyskając sporo, poziom naładowania spadł tylko o 1 z 3 kresek oznaczających poziom naładowania. W najbliższym czasie może coś dłuższego będę robił, więc okaże się na ile daje rade.






Wielki format

Dzisiaj coś szufladowego - w sumie nie wiem dlaczego nie pojawiły się te zdjęcia na blogu wcześniej, skoro na fanpejdżu wiszą od dawna... No nic - nadrabiamy. Przy okazji w końcu dłuższa notka na temat, który zapowiadałem już jakiś czas temu ;) Zachęcam szczególnie tych, którzy nigdy nie mieli styczności z tymi zabawkami.

Część osób pewnie wie, że od jakiegoś czasu mocno wciągnąłem się w fotografię wielkoformatową. Przyzwyczajony już do fotografowania średnim formatem i obyty z obrazkiem jaki generował zacząłem się zastanawiać co by było na jeszcze większym formacie, na dodatek z jakimiś pochyłami. Pierwszy kontakt z takim sprzętem miałem dokładnie rok temu, kiedy zajawiony zacząłem wypytywać na forum z czym to się je (i dlaczego takie ciężkie i drogie) - odezwał się do mnie jeden z użytkowników z niezwykłą propozycją - pożyczy mi sprzęt żebym sobie popróbował co i jak. Propozycja niezwykła w głównej mierze dlatego, że kompletnie się nie znaliśmy - naprawdę takie sytuacje przywracają wiarę w ludzką życzliwość - z tego miejsca jeszcze raz dziękuję samkowi ;)
Pożyczonym aparatem była Wista 4x5" z dwoma Nikkorami - 135 i 210 5.6 - piękny aparat, to była naprawdę przyjemność obcowania z tym sprzętem. Doskonale wykonany, dość lekki i bardzo precyzyjny. Plastyka zdjęć i detal po zeskanowaniu - po prostu opad szczeny. Na początku nieśmiałe próby z rollkasetą 6x9cm, przekminy jak wywołać 4x5, zabawy z pochyłami... No i od tego momentu się zaczęło.


Aparat trzeba było oddać i... zacząć polować na coś swojego. Oczywiście następne dwa tygodnie to dalsze zgłębiania tematu - co kupić, co się opłaca, na co uważać, jakie szkła, materiały itd... Troszkę sobie przeanalizowałem, pooglądałem zdjęcia w sieci i postanowiłem kupić coś większego -  13x18cm czyli prawie odpowiednik 5x7". Niby i to i to wielki format - ale jednak różnica w głębi ostrości, plastyce była mocno zauważalna. Co do wielkości i różnicy powierzchni - myślę, że obrazek uzmysłowi więcej niż suche liczby (od lewej - mały obrazek, 6x6cm, 13x18cm (5x7"), 18x24cm (prawie 8x10") - nie mam niestety pod ręką żadnego negatywu z 4x5") :


Dość kluczową sprawą było to, że kupiłem aparat z wbudowaną migawką - czyli mogłem do tego podpiąć dosłownie dowolne szkło i robić nim zdjęcia. Niewiele jest takich konstrukcji. Większość wymaga migawek centralnych zamontowanych np w szkle - niestety zwykle te migawki mają mały otwór roboczy więc i obiektywy nie mogą mieć dużych średnic - czyli są po prostu ciemne: zwykle 5.6 i jeszcze ciemniej (oczywiście są też duże migawki i szkła w takich migawkach - ale kosztują fortunę). Troszkę mi to niwelowało przewagę wiekszej powierzchni negatywu nad mniejszymi jeśli chodzi o głębie ostrości i oczywiście przeszkadzało w pomieszczeniach gdzie światła zwykle zbyt dużo nie ma. Miało to oczywiście swoje ograniczenia - np najkrótszy czas tej migawki to 1/30 - więc o fotografowaniu w środku dnia można było zapomnieć (no chyba, że na f/64).
Do tego z powodzeniem używałem (i używam) szkieł Zeissa - świetna rodzina Tessarów ze światłem 4.5. Na początku było to 250mm - odpowiednik 50mm na małym obrazku. Na zdjęciu po kolei od lewej: małoobrazkowy 50 1.4 (jako punkt odniesienia) i Zeissy 360, 300, 250, 210 :


Prawie działkę jasniejsze szkło i prawie 2x większa powierzchnia światłoczuła w stosunku do Wisty od której zaczynałem - to zrobiło swoje i zdjęcia były już naprawdę niesamowite. Głębia, rozmycie tła, jeszcze większa szczegółowość zdjęć - efekt nie do podrobienia na cyfrze. Tu kilka zdjęć z tego zestawu (jedno już było, ale myślę, że powinno się jeszcze raz tutaj znaleźć)




Głębia głębią - ale aparaty wielkoformatowe mają jeszcze jeszcze jedną, podstawową zaletę. Możliwość sterowania płaszczyzną ostrości tak jak w żadnym innym sprzęcie - praktycznie w każdym innym aparacie, z normalnym szkłem, płaszczyzna ostrości jest na sztywno ustawiona równolegle do płaszczyzny matrycy/filmu. Tutaj dowolnie można to zmienić. Do cyfry i średniego formatu niby są obiektywy tilt/shift, ale ich możliwości w porównaniu do LF - są śmiesznie małe. Mamy w tych szkłach tylko kilka stopni ruchu góra/dół i boki. Przy wielkim formacie nie dość, że możemy przedni standard (czyli tam gdzie jest mocowany obiektyw) skręcić o kilkadziesiąt stopni na boki, możemy skierować go ku górze, pochylić w dół, przesunąć całość w bok, wyciągnąć całość do góry. Albo prawie wszystko to - zrobić na raz. Jakby komuś było mało - to samo, niezależnie, można zrobić z tylnym standardem (czyli tam gdzie jest założony film). Na poniższych obrazkach z googla widać conieco:


Jak to wykorzystamy - zależy tylko od naszych pomysłów i potrzeb. Najczęstsze zastosowania to prostowanie perspektywy w architekturze, "zwiększanie" głębi ostrości w ujęciach makro, robienie efektu "miniaturki" miasta itp. Ja najczęściej staram się uzyskać dzięki temu jak najciekawszą plastykę w fotografii ludzi - na wrzuconych zdjęciach widać efekty. Także przy małej głębi i ciasnym portrecie często zdarza sie, że drugie (dalsze) oko ucieka nam z ostrości - żaden problem, wystarczy lekko przekręcić jeden ze standardów i płaszczyzna ostrości przebiega przez jedno i drugie oko - a głębie nadal zachowujemy małą.
A skoro już jestem przy małej głebi - wspomnę o takim dość "ciekawym" obiektywie który udało mi się zdobyć na jesieni. Zarówno parametry jak i pochodzenie tego szkła to dość niezwykła sprawa. Po pierwsze - wymontowałem go z radzieckiego aparatu lotniczego (fotografującego tereny z samolotu w celach topograficznych). Cały aparat waży chyba z pół tony i jest dosłownie pancerny. Obsługiwał format 13x18cm a filmem była... rolka materiału światłoczułego o długości 20m :D Naprawdę ciekawa konstrukcja całości - wymienne migawki, zdalne sterowanie aparatem na osobnym panelu, podgrzewane filtry zakładane z przodu obiektywu... Wszystko w maszynie z lat .50 ! Ale to i tak nie jest w nim najlepsze. Najlepsze są parametry samego szkła. Ogniskowa 210mm i światło... f/2.5 ! Czegoś tak jasnego przy takiej ogniskowej nie mam nawet do cyfry której powierzchnia do pokrycia jest kilkadziesiąt razy mniejsza. Coś niesamowitego, głębia niewyobrażalnie mała, a rozmycie tła - absolutna bajka. Samo szkło też niezłe - waży ze dwa razy więcej niż dwa razy większe obiektywy, przysłona ma chyba ze 30 listków - idealne koło przy dowolnym przymknięciu. Parametry nieco podobne do sławnego Aero-Ektara (178mm 2.5), ale tylko pozornie, bo według mnie to szkło jest znacznie ciekawsze - choćby ze względu na krycie - Aero kryje 4x5", a ten bez problemu 5x7", a przy bliższych dystansach (np portret od kolan) kryje 8x10" ! To olbrzymia różnica. Nie miałem jeszcze zbyt wielu okazji by dużo zdjęć nim zrobić - w zasadzie tylko jedna sesja z Mają, foty poniżej - ale w najbliższym czasie pewnie pojawią się kolejne prace.






Pochyły, głębia, detal... To tylko techniczny aspekt fotografii wielkoformatowej. Jest również inny - filozofia pracy. Nie jest to sprzęt którym "zatrzymamy umykającą chwile" - jest to zupełnie inne podejście do zdjęć. Wymusza powolną pracę, dłuższe zastanowienie nad kadrem i przemyślenie całego zdjęcia. Z sesji przywożę zwykle 1-2 zdjęcia - i są to zdjęcia dokładnie takie jakie chciałem zrobić. Nie ma, że czegoś nie zauważyłem, nie przemyślałem. Dzięki wielkiej matówce obraz widzimy jak na dłoni - wszelkie niedociągnięcia kadrowe, ustawienia modelki, perspektywe widzimy od razu - nie trzeba się przyglądać na małym wizjereku czy ekraniku. Bardzo fajny styl pracy, choć z pewnych względów nie do robienia zdjęć na codzień. Przyznam, że bardzo mi on odpowiada ;)



HD w 3D

Znowu po zimowym przestoju wracam z nowym materiałem :) Dzisiaj troszkę więcej tekstu, bo i sama sesja "troszkę" bardziej skomplikowana.

To zdjęcie jeden z pomysłów który czekał na realizację już bardzo długo - głównie z powodu braku odpowiedniego miejsca. Na początku planowałem to zrobić w troszkę innym klimacie, w jakimś bardziej nowoczesnym wnętrzu. Nawet zrobiłem. Rodzice mieli w domu salon świeżo po remoncie więc wyglądało to całkiem nieźle, był duży TV, ale... po sfotografowaniu połowy sceny stwierdziłem, że to jednak nadal nie to o co mi chodzi - troszkę mi białe okna przeszkadzały, jakiś kaloryfer wystający w złym miejscu, boazeria itp - ogólnie całość na nie.

Po jakimś czasie bezowocnego szukania miejsca stwierdziłem, że lekko zmodyfikuje pomysł - zamiast w ładnym otoczeniu, zrobię to w ogólnym syfie z jakimś telewizyjnym nolife'em w roli głównej. Moje mieszkanie w kamienicy po lekkim dodatkowym "zasyfieniu" nadawało się do tego znakomicie - zwłaszcza układ ścian i drzwi, które chciałem koniecznie wykorzystać. Z pokojem był tylko jeden, uciążliwy problem - nijak nie pasujący kaflowy piec w pokoju, dokładnie w tym narożniku który chciałem wykorzystać. Skończyło się na kupieniu płyty regipsowej w celu zasłonięcia pieca. Przewiezienie z Castoramy (w całości) długiej na ponad 2m i szerokiej na ponad 1m płyty autem osobowym to też lekkie wyzwanie.
Oprócz tego potrzebny jeszcze w miarę duży, plazmowy TV - niestety takich luksusów to nie mam w standardzie mieszkania... Kolejny kurs do domu po ten większy element scenografi i szafkę pod niego. Na miejscu kolejne rekwizyty do znoszenia - pudełka po pizzy z sąsiadującej pizzeri, kubki z Mac', pudełka z KFC, popcorn, kisiel (o tym za chwile). 3h przemeblowywania, ustawiania, myślenia nad układem, kompozycją - samo focenie zaczyna się o 22 :D
Było sporo prób, bo zsynchronizowanie u modela obu rąk, nóg, głowy, mimiki, rozrzucania popcornu to nie była prosta sprawa. Pierwszy raz fotografowałem z aparatem podpiętym do kompa - to z kolei sporo ułatwiło, bo od razu widziałem na monitorze duże zdjęcie, więc natychmiast można było wyłapać jakieś niuanse do poprawki (tu ręka za nisko, noga za wysoko, tu się coś nakłada itp) - ogólnie bardzo wygodna rzecz.
Stwór z TV fotografowany oddzielnie (widać na backstag'u), ponieważ nawet nie było miejsca na rozłożenie takiego światła tam gdzie całość była robiona. Setup opiszę niżej. Plazma wystająca z telewizora... to kisiel :D To dopiero było wyzwanie - zrobienie takiej konsystencji, gęstości żeby po podniesieniu się tak fajnie ciągnął to nie była taka trywialna rzecz jak mi się na początku wydawało - potrzebna była pomoc ;) Współpraca z kotem (rezydent tego mieszkania) też nie była specjalnie łatwa, trzeba było go czymś przekupywać by znalazł się w odpowiednim miejscu.

Taką ilość tekstu myślę, że można przerwać w końcu zdjęciem o którym piszę, a dla zainteresowanych niżej jest opisany setup poszczególnych elementów i backstage ;)

                                                    Zapraszam (po kliku większe):


Credits:

Foto: Patryk Morzonek
Pierwszy Niezastąpiony Asystent: Marcin Malicki
Drugi Niezastąpiony Asystent: Andrzej Szopa
#1 Model (fotel): Witold Ziomek
#2 Model (tv): Szymon Matląg
#3 Model (kot): Napoleon Wspaniały
MUA: Przemysław Matląg
Kisiel: Maja Ky

Co do szczegółów technicznych - całość fotografowana D700 (pożegnalna, ostatnia sesja - zainteresowanych kupnem zapraszam ;) ) + Sigma 15-30.
Setup - cała scena, model na fotelu - dwie reporterskie lampy. Jedna Yongnuo YN-565EX
z białą odbijającą parasolką, zamocowana na statywie boom - ustawione tuż nad telewizorem, miała symulować światło pochodzące z ekranu (zastane zdecydowanie nie wystarczało do zamrożenia ruchu). Druga, również YN-565EX, z połówkowym filtrem CTO w drzwiach - snop światła na podłodze i lekkie odcięcie modela od tła (włosy, ręka).

Stwór z TV - 4 lampy. 2x studyjne lampy Freepower DPs-III 800ws, jedna z BeautyDishem 50cm i gridem w twarz modela. Po przeciwnej stronie, świecąca w plecy i tył głowy druga lampa z BD 42cm, również z gridem (to światło miało symulować ekran świecący z tyłu na niego). BD z gridem użyte w celu uzyskania dość ostrego, kierunkowego światło, które wyrysuje napięte mięśnie i nada raczej agresywnego charakteru - softboxy zupełnie by się tu nie sprawdziły. Dwie pozostałe lampy to znowu YN-565 - jedna świecąca od dołu, w celu rozświetlenia, rozbicia cieni i lepszego porysowania. Druga odbijana od blendy tylko i wyłącznie w celu doświetlenia zewnętrznej strony ręki, do której nie docierało żadne światło i była czarna.

Kisiel - jedna lampa reporterska spod miski ;)